MlodeTalenty.online

Nadzieja umiera ostatnia

Rodzina królewska zawsze wydawała się prostym ludziom czymś odległym, o czym jedynie można usłyszeć. Zaszczyt spotkać tak ważne osobistości miało bardzo niewielu, a właściwie prawie nikt. Wiejskie dzieci mogły jedynie marzyć o życiu, jakie wiodą królewscy potomkowie. Dziewczynki czasem myślały o tym, jakby to było spotkać księżniczkę. Z pewnością była piękna, ubrana w śliczną, kosztowną sukienkę, z delikatnym uśmiechem na twarzy… Z kolei chłopcy raczej woleliby mieć styczność z rycerzem w lśniącej zbroi, a może nawet zostać pasowanym na jednego z nich. Jednakże wizja stanięcia oko w oko z księciem… To były nieosiągalne marzenia, coś, o czym rzadko kiedy ważyli się myśleć. Nikt nie miał nadziei na dostąpienie takiego zaszczytu.

Dlatego właśnie Rebecka była wyjątkiem. Nie była szlachcianką, nikim szczególnie ważnym. Była córką pokojówki i nikt właściwie nie wiedział, dlaczego przyjaźniła się z księżniczką Mirabell. Prawda była taka, że Rebecka sama do końca nie wiedziała. Teraz gdy była już dorosła, nikogo nie dziwiło to już tak bardzo, jak kiedyś. Rebecka zdołała jakimś cudem wspiąć się szczyt i zostać szanowaną osobą w kraju. Z córki zwykłej pokojówki wyrosła na królewską wojowniczkę i prawie nikt nie wiedział, jak tego dokonała. I właśnie z powodu jej aktualnego statusu fakt, że przyjaźniła się z księżniczką, nie był tak bardzo zaskakujący. Co prawda, niektórzy wciąż dziwili się, że królewska córa spędza czas w towarzystwie „dzikuski wymachującej mieczem”. Jednak, gdy Rebecka była dzieckiem, wszystko to było o wiele bardziej szokujące. Ubrana zawsze była bardzo skromnie, jej brązowe włosy nigdy nie były związywane w elegancki sposób, nierzadko też miewała umorusaną czymś twarz i niepodobna była zupełnie do dzieci szlachciców. Często pomagała służbie w przeróżnych czynnościach, chadzała do wsi i bawiła się z wiejskimi dziećmi. Prócz tego była kilka lat starsza od Mirabell, więc nikt — nawet ona sama — nigdy nie podejrzewał, że to właśnie ją księżniczka wybierze na przyjaciółkę. A jednak coś ją do tego skłoniło.

Ich znajomość nawiązała się, gdy Rebecka miała lat dziewięć, a Mirabell sześć. Tamten dzień był dla Rebecki niezwykle przykry. Jej matka bardzo się na nią zezłościła z jakiegoś powodu i okropnie na nią nakrzyczała. Później, podczas zabawy we wsi, znów zrobiła coś źle i inne dzieci ją wyśmiały. A jakby tego było mało, spadła z drzewa i boleśnie się potłukła.

Wszystko to sprawiło, że zaszyła się w stajni i zalała się łzami. Tam też znalazła ją Mirabell, która uciekła swoim opiekunkom i pomyślała, że na pewno nie będą jej szukać w tak brudnym miejscu. Wtargnęła do stajni niczym burza, a na widok płaczącej dziewczynki stanęła jak wryta. Była bardzo rozpieszczonym dzieckiem i zawsze znalazł się ktoś, by ją pocieszyć, gdy płakała. Dlatego żyła w przeświadczeniu, że jeśli ktoś płacze, ktoś inny powinien poprawić mu humor. A jednak nie widziała nikogo, kto pocieszałby tę smutną dziewczynkę. Dlatego wdrapała się na stóg siana, na którym siedziała Rebecka i usiadła obok niej.

— Jak masz na imię? — zapytała przyjaźnie. Rebecka podniosła głowę zdziwiona, ponieważ nie zauważyła, że ktoś wszedł do stajni. Spojrzała w bok i zdziwiła się jeszcze bardziej. Obok niej siedziała mała dziewczynka w prześlicznej, różowej sukience, nieco ubrudzonej przez błoto i kurz. Jej blond włoski były uczesane w śliczną fryzurę, a niebieskie oczy spoglądały z ciekawością. Rebecka od razu zorientowała się, że musi być córką kogoś ważnego, skoro ma tak kosztowne ubranie. Dlatego z pewnością bardzo niegrzeczne byłoby zignorowanie jej.

— Mam na imię Rebecka — powiedziała cichutko, głosem zachrypniętym od płaczu. Mirabell uśmiechnęła się uroczo.

— Ja jestem Mirabell — powiedziała wesoło. Zaraz jednak przekrzywiła główkę i zapytała:

— Czy ty jesteś smutna? — Rebecka zdziwiła się jeszcze bardziej. Czemu to dziecko się tym interesuje?

— Ja… Tak — odpowiedziała szczerze. Mirabell zrobiła smutną minkę.

— Ale ja nie chcę, żebyś była smutna — powiedziała stanowczo. Rebecka nie wiedziała, co ma jej odpowiedzieć. Nigdy wcześniej nie miała styczności z dzieckiem szlachcica, podejrzewała jednak, że dziewczynka przyzwyczajona jest, że wszystko, czego ona rząda, zostaje spełnione.

Mirabell zauważyła, że Rebecka z jakiegoś powodu nadal jest smutna, dlatego przytuliła ją. Pamiętała, że jej brat zawsze tak robił, kiedy było jej smutno, dlatego pomyślała, że tej dziewczynce też to pomoże.

Rebeckę bardziej to zszokowało, niż jej pomogło, jednak musiała przyznać, że uścisk tego dziecka był bardzo przyjemny. Po chwili Mirabell odsunęła się i spojrzała na nią wyczekująco.

— Już ci lepiej? — zapytała z nadzieją. Rebecka pokiwała głową, na co Mirabell uśmiechnęła się szeroko.

— To świetnie! — wykrzyknęła. Przez chwilę o czymś myślała, a potem oczy jej rozbłysły, gdy wpadła na jakiś pomysł.

— A może chcesz się ze mną pobawić? — zapytała, zachwycona tym pomysłem. Spojrzała na Rebeckę oczami pełnymi nadziei. A Rebece nie pozostało nic innego jak się zgodzić.

Wszystko to miało miejsce wiele lat temu i do tej pory Rebecka nie do końca rozumiała, dlaczego Mirabell postanowiła ją wtedy pocieszyć. Teraz jednak uśmiechnęła się smutno na to wspomnienie. Księżniczka stała się jej najbliższą przyjaciółką i nie wyobrażała sobie, że może ją stracić. A jednak to właśnie się teraz działo. Ktoś ją otruł jakąś zdradziecką substancją, o której medycy prawie nic nie wiedzieli i Rebecka traciła już nadzieję, że uda się ją uratować.

Weszła do komnaty księżniczki i podeszła do jej łóżka. Klęczał przy nim starszy brat Mirabell, Beniamin. Zawsze był ogromnie przywiązany do swojej siostry i nie chciał przyjąć do wiadomości, że ona niedługo umrze. Rebecka położyła dłoń na jego ramieniu w geście wsparcia i spojrzała na spokojną twarz Mirabell. Mało kto mógł sobie pozwolić na taką poufałość wobec księcia, jednak jemu zupełnie nie przeszkadzało, że Rebecka tak się zachowywała. Był taki czas, kiedy był nią zauroczony i wciąż szukał jej bliskości. Nie mógł jej jednak poślubić ze względu na jej pochodzenie. Teraz jednak ogromnie był rad z powodu jej obecności. Tracił swoją ukochaną siostrę i niczego nie pragnął bardziej niż pocieszenia od przyjaciółki.

— Myślisz, że medykom uda się ją wyleczyć? — zapytał zachrypniętym głosem. Rebecka nie spojrzała na niego. Wzrok utkwiony miała w twarzy Mirabell.

— Nie wiem — odpowiedziała po chwili. — Ale powinniśmy mieć nadzieję — jej głos wyraźnie świadczył o tym, że ona tę nadzieję już straciła. Beniamin spuścił wzrok. Rebecka nigdy nie traciła nadziei. Skoro była tak zrezygnowana, z pewnością nie było żadnej szansy na odzyskanie Mirabell. A on nie potrafił się z tym pogodzić.

~*~

Rebeckę zbudziło głośne pukanie do drzwi. Choć raczej określenie „walenie do drzwi” pasuje tu bardziej. Kobieta natychmiast zerwała się z łóżka i chwyciła miecz. Cicho podeszła do wyjścia, mocno zaciskając palce na rękojeści. Otworzyła drzwi gwałtownie, unosząc broń. Po chwili jednak ją opuściła, widząc przerażoną służącą.

— W-wybacz za to najście, pani — zająknęła się dziewczyna. — Jego książęca mość kazał posłać po panią.

Rebecka zaniepokoiła się. W jej głowie huczało tylko jedno słowo. Mirabell.

— Chodzi o księżniczkę? — zapytała. Służąca skinęła głową, a wtedy Rebecka, nie przejmując się swoim strojem ani klingą w dłoni, zamknęła drzwi i rzuciła się biegiem do komnaty Mirabell. Wpadła do środka jak burza i natychmiast podbiegła do Beniamina. On i medycy speszyli się jej strojem, jednak Rebecka nie zauważyła tego, bo zbyt przejęta była stanem zdrowia przyjaciółki. Podeszła szybko do jej łoża, a z jej oka wypłynęła pojedyncza łza. Mirabell rzucała się na łóżku, krzyczała, wierzgała i nie mogła się uspokoić. Cała jej twarz wyrażała ogromny ból. Rebecka jak przez mgłę słyszała krzyki medyków. Zdawała się nie zauważać ich nerwowej krzątaniny i niespokojnych spojrzeń rzucanych na miecz spoczywający w jej dłoni. Jej wzrok utkwiony był w przyjaciółce, umysł jakby zamroczony, wszystko przesłonięte jedną myślą. To już koniec.

Rebecka nie chciała w to uwierzyć. Przez ostatnie dni była zrezygnowana, jakby pozbawiona wszelkiej nadziei. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nic już nie można zrobić. A jednak, gdzieś w głębi jej duszy, wciąż tlił się mały płomyczek nadziei. Jej wojownicza natura nie pozwalała mu zgasnąć, mimo że ona właściwie nie zdawała sobie sprawy z jego istnienia. Dopiero teraz, kiedy on gasnął, uświadomiła sobie, że ów płomyczek przez ostatnie dni dodawał jej sił. A teraz zgasł, zniknął, pozostawiając po sobie jedynie pustkę. Nagle opuściły ją wszelkie siły, miecz wypadł z jej dłoni, powodując nerwowe wzdrygnięcie się najbliżej stojącego medyka.


Rebecka nawet nie zauważyła, jak Beniamin zbliżył się do niej. Nie stawiała oporu, gdy delikatnie pociągnął ją w swoją stronę i zaprowadził do saloniku. Posadził ją w fotelu i okrył ją kocem. Ona jednak wciąż wpatrywała się w ścianę pustym wzrokiem. Nie zauważyła, że położył jej miecz na stoliku, że usiadł w sąsiednim fotelu i, że patrzył na nią zaniepokojonym wzrokiem. Była przytłoczona myślą, że właśnie traci najbliższą przyjaciółkę. Była jakby sparaliżowana i zupełnie pozbawiona nadziei.

~*~

Mirabell przeżyła. Jednak ostatnia noc sprawiła, że Rebecka przestała wierzyć, że uda się ją wyleczyć. Całe dnie spędzała trenując albo przesiadując w pokoju. Kilka razy jej przyjaciel Logan próbował z nią porozmawiać. Rebecka zawsze była dla niego ogromnym wsparciem i chciał się jej odwdzięczyć.

— Becky, nie możesz tracić nadziei — próbował ją przekonać. Rebecka uśmiechnęła się krzywo.

— Jakiej nadziei? — zapytała, dając mu do zrozumienia, że owa „nadzieja” przestała już dla niej istnieć. Logan westchnął ciężko. Trudno było mu oglądać tak zrezygnowaną przyjaciółkę. Od kiedy się poznali, ona zawsze znajdywała pozytywy, nawet w najgorszych sytuacjach. Zawsze, kiedy byli w terenie i nikt już nie wierzył, że uda im się pokonać wroga, ona podnosiła wszystkich na duchu. Dzięki niej on i pozostali wojownicy z ich oddziału nauczyli się, żeby nigdy nie tracić nadziei. Dlatego Logan zawsze szukał wyjścia z trudnej sytuacji, aż do końca. Nigdy nie tracił wiary w dobre zakończenie. I to właśnie ta waleczna kobieta pokazała mu, że to jest możliwe. A teraz patrzył, jak opuszcza ją cała nadzieja i wola walki. Widział, jak zanika gdzieś jej wojownicza natura i nie potrafił jej pomóc. To było dla niego straszne uczucie. Jednak starał się być dobrej myśli.

Wkrótce też okazało się, że miał rację. W dwa tygodnie po pamiętnej nocy Mirabell wciąż żyła, mimo że była tak słaba, że wszyscy obawiali się, że jej śmierć jest kwestią godzin. Jednak Loganowi udało się wyciągnąć Rebeckę na przejażdżkę konną i sprawić, by choć na chwilę o tym zapomniała. Przejażdżka ta trwała kilka godzin, a gdy wrócili zastali dziwny widok. Otóż do zamku właśnie przyjechał jakiś człowiek, eskortowany przez zbrojnych, a książę Beniamin zjawił się, by osobiście go powitać. Człowiek ten, był to szczupły, średniego wzrostu mężczyzna. Rebecka oceniła, że mógł mieć maksymalnie czterdzieści lat. Nie miała jednak pojęcia, kim on może być. Dlatego, gdy wprowadzono go do jednej z wież — Rebecka spostrzegła, że była to ta, w której mieszkała rodzina królewska — zeskoczyła z konia, przekazała go stajennemu i szybkim krokiem podeszła do Beniamina. Logan prędko poszedł w jej ślady.

— Kim jest ten człowiek, panie? — zapytała od razu, pamiętając o zwrocie grzecznościowym. Beniamin spojrzał na nią błyszczącymi z radości oczami i z uśmiechem na ustach. Tak szczęśliwego już dawno go nie widziała. Czy to możliwe, że przyjazd tego człowieka tak bardzo poprawił mu humor?

— To, moja droga Rebecko, jest medyk, który przybył do nas z odległej części kraju.

Na jego słowa twarz Rebecki pojaśniała. Skoro Beniamin tak się cieszył z przyjazdu tego medyka, to musiało znaczyć, że…

— I on, zdaje się, posiada ogromną wiedzę na temat trucizn, a w tym również i tej, którą otruto Mirabell.

Rebecka poczuła, jak dawny płomień nadziei na nowo rozpala się w jej sercu. Na jej usta wstąpił uśmiech, a oczy nabrały dawnego blasku, przez co wydały się jej towarzyszom jeszcze bardziej zielone niż zwykle.

— O nie, to nie jest zwyczajny medyk — odezwał się nagle Logan, czym zwrócił na siebie uwagę Beniamina i Rebecki. — To nasza nadzieja.

Rebecka nagle zaśmiała się wesoło, czując, jak płomień nadziei powiększa się z każdą chwilą, a Logan słysząc ten śmiech,a wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.

— No, w końcu, jak ty to zawsze mówiłaś? — Udał, że się zastanawia, a później spojrzał Rebece prosto w oczy. — Nadzieja umiera ostatnia.

Maja Szafraniec
Chrześcijańska Szkoła Podstawowa ARKA we Wrocławiu
Klasa VIII

dr Aldona
Senczkowska–Soroka

zwraca uwagę na styl, dostosowanie stylu do formy, dobranie formy do utworu, dojrzałość utworu, stosowanie środków artystycznego wyrazu, budowę utworu, budowanie postaci, narratorów.

Dokonała ona oceny kształtującej pracy konkursowej, którą można odnaleźć na dole strony.

Według OK efektywna informacja zwrotna zawiera:

  • wyszczególnienie i docenienie dobrych elementów pracy ucznia,
  • odnotowanie tego, co wymaga poprawienia lub dodatkowej pracy ze strony ucznia,
  • wskazówki, w jaki sposób uczeń powinien poprawić tę konkretną pracę,
  • wskazówki, w jakim kierunku uczeń powinien pracować dalej.
Ocena kształtująca

Co uczeń zrobił dobrze?

Dobrze zaplanowałeś/zaplanowałaś kompozycję utworu – zaczynając ją tytułem i wykorzystując go jako zakończenie utworu: „Nadzieja umiera ostatnia” (nie wiem, czy wiesz, że jest to tytuł pierwszej książki Haliny Birenbaum, opisującej przeżycia autorki z czasów II wojny światowej). Zdanie celnie pojawia się w zakończeniu opowieści, pełniąc funkcję puenty i wyjaśniając znaczenie tytułu. To bardzo ciekawy zabieg. Opowiadanie bardzo przyjemnie się czyta, ma „to coś”, co wciąga i pcha czytelnika do kontynuowania lektury. Utwór zawiera rozbudowane dialogi – z informacją o emocjach rozmówcy: „ – Mam na imię Rebecka – powiedziała cichutko, głosem zachrypniętym od płaczu. Mirabell uśmiechnęła się uroczo”. Opowiadanie napisałaś/eś lekkim stylem. Postacie zostały ciekawie zaprojektowane.

Co należy poprawić?

Zdecydowanie popracuj nad wstępem – dodaj więcej informacji o bohaterach. Zbyt płynne przechodzisz od poznania bohaterek do tematu choroby jednej z nich.

Jak należy to poprawić?

Rozbudować charakterystyki i historie głównych bohaterów. Do wstępu należałoby jeszcze dodać np. krótką historię ich przyjaźni.

Jak uczeń ma się dalej rozwijać?

Popracuj nad charakterystyką postaci. Staraj się także pracować na interpunkcją – jest bardzo ważna dla odbioru tekstu.